Coraz częściej łapię się na tym, że zwyczajnie mam dość. Hałasu, powiadomień, tłumów, ciągłego „muszę”. Jeszcze niedawno myślałam, że tak po prostu wygląda życie w mieście, szybkie, intensywne, pełne bodźców. Ale gdzieś po drodze zaczęłam czuć się… przebodźcowana. I wtedy pojawiła się potrzeba ciszy. Nie tej wymuszonej, tylko prawdziwej, gdzie słychać wiatr, ptaki i własne myśli.
-------------------------
Syndrom przebodźcowania. Dlaczego coraz częściej uciekamy z miast do stref ciszy?